27.02.2012

Żyję…

I mam się dobrze. Choć, jak widać, zamilkłam ostatnio na blogu. Splot różnych wydarzeń sprawił, że sprawy blogowe zeszły na dalszy plan. Ostatnio nawet mniej czytam,głównie skupiam się na darmowych angielskich opowiadaniach. Recenzje powinny pojawić się wkrótce, zwłaszcza że przeczytałam ostatnio kilka świetnych pozycji.

A co ostatnio porabiam oprócz bycia zajętą? Uczę się języków. Postanowiłam poważnie zabrać się za hiszpański i jak widać na poniższym zdjęciu, nie odpuszczam. W planach mam także niemiecki oraz chiński. Później się zobaczy. Na razie moim priorytetem jest hiszpański. Jeszcze w tym roku pragnę osiągnąć poziom, który pozwoli mi na raczej swobodne czytanie książek. Czy dam radę? Zobaczymy, z angielskim zajęło mi to bardzo mało czasu, więc jestem optymistką.

Na koniec mały stosik, żeby ten post nie był o niczym :). W lutym udało mi się nie kupić żadnej pozycji z beletrystyki i jestem z siebie dumna.

10.02.2012

WDD: zbieractwo książek [2]

Ostatnie dni, choć nie były dla mnie łaskawe, poświęciłam przede wszystkim językowi hiszpańskiemu. Zakochałam się w nim już jakiś czas temu, gdy czytałam książki, których akcja rozgrywała się w Barcelonie. Jak można zakochać się w języku mając do czynienia tylko z polskim tłumaczeniem? Nie wiem i szczerze powiedziawszy, nie chcę wiedzieć. Ważne jest to, że natchnięta przez mojego ukochanego Marka (Rozmyślania do siebie samego Marka Aureliusza), postanowiłam się w końcu zabrać za naukę. Dlaczego o tym piszę? Bo książki do języków obcych są drogie jak… Nie będę się wyrażać. W związku z tym postanowiłam przystopować z wydawaniem pieniędzy na inne tytuły. Od pomysłu do pomysłu i nagle zdecydowałam się na przejrzenie regału, aby wystawić kilka tytułów na Allegro. Przerzucając te stosy naszła mnie jedna myśl, która do teraz nie daje mi spokoju. Po co ja to wszystko zbieram? Większości pozycji albo jeszcze nie przeczytałam, albo już więcej do nich nie powrócę.

Podsłuchałam ostatnio w bibliotece uniwersyteckiej ciekawą rozmowę pomiędzy bibliotekarzem a jego znajomą. Stwierdził on, że tak naprawdę gromadzenie stosów jest bezsensowne, gdyż interesującą pozycję można odnaleźć jak nie w tej, to w innej placówce. A jeśli mamy ochotę ponownie powrócić do konkretnego tytułu, to przecież możemy go jeszcze raz wypożyczyć. Niby jest to proste i oczywiste, ale nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Argument, że dzięki posiadaniu książek w domu, mogę powrócić do nich w każdym momencie, należy do moich ulubionych. A tu nagle zupełnie stracił rację bytu.

Zaczęłam więc gorączkowo myśleć, dlaczego ja tak namiętnie zbieram książki. Pierwsza myśl – bo je uwielbiam, ale uwielbiam też węże i wilki a jakoś żadnego z nich nie trzymam w domu. No nic, szukam dalej – zapełnione półki ładnie wyglądają – a gdzie tam, te moje stosiska wyglądają niechlujnie, mimo że ciągle je układam. Myślałam tak sobie i myślałam, i nic mądrego nie wymyśliłam. Podane przykłady mogłabym mnożyć w nieskończoność, ale nie na tym polega zabawa. W końcu stwierdziłam, że jestem kobietą i mogę zachowywać się nieracjonalnie ;). A tak naprawdę wprowadziłam nowy plan zakupów, przecież biblioteki muszę mieć nowych czytelników, bo gdzie będę pracować, jak skończę studia?

A jakie są Wasze powody, dla których kupujecie książki? Szukacie jakiś wymówek, czy też nie przejmujecie się opinią innych? Czy Wasi domownicy podchodzą tolerancyjnie do Waszego zbieractwa (u mnie słyszę od czasu do czasu, że jeszcze trochę i będę miała półki na suficie – jeszcze się ich nie doczekałam, ale może wkrótce?)? Albo wręcz przeciwnie – z różnych powodów nie kupujecie nowych tytułów. Czekam na Wasze komentarze!

31.01.2012

Stosik – ostatni w styczniu.

Patrzę na datę ostatniego wpisu i oczom nie wierzę. Minęły prawie dwa tygodnie. Tygodnie dziwne, bo gdzieś mi umknęły. Wiem, co robiłam, ale nie wiem, dlaczego zajęło mi to tyle czasu. Jednak dzięki mojej nowej książce (o której napiszę poniżej), nie będę już miała takiego problemu. A kolejne recenzje pojawią się już jutro.

Za dwie godziny pożegnamy styczeń, więc jest to dobry czas na zaprezentowanie książek, jakie zakupiłam przez ten miesiąc. Jednym z moich postanowień noworocznych było zaciśnięcie pasa. To znaczy, zdecydowałam, że postaram się kupować tylko takie tytuły, na których mi naprawdę zależy: klasykę, literaturę popularno-naukową, literaturę faktu, pomoce naukowe, poradniki oraz nowe pozycje moich ulubionych pisarzy. Jak na razie udaje mi się wytrwać w tym postanowieniu. Zobaczymy, jak długo wytrzymam.

Szykują się zmiany na Wrotach. I nie mówię tu o wyglądzie strony, a o jej przenosinach. Kiedy dwa lata temu zrezygnowałam z usług Blox’a, byłam zachwycona Bloggerem, który oferował o wiele więcej możliwości. Jednak nie podoba mi się, kierunek, w jakim podąża Google, a zwłaszcza ich nowa polityka prywatności i warunki korzystania z usług, więc postanowiłam, że nadszedł czas na znalezienie własnego lokum. I od przyszłego miesiąca Wrota zyskają własny serwer. O zmianach tych poinformuję wkrótce. Najpierw muszę wszystko przygotować.

A teraz nadszedł czas na to, co tygryski lubią najbardziej – mój skromny, styczniowy stosik :).

  1. “Mansfield Park” Jane Austen – miałam przeczytać w ramach wyzwania, ale nie zdążyłam. Nadrobię, to w lutym.
  2. “Pierwsza miłość, ostatnie posługi” Ian McEwan – znalezione na półce bookcrossingowej.
  3. “Szklanka na pająki” Barbara Piórkowska – z autorką tej książki mamy warsztaty literackie, więc chciałam w końcu poznać jej debiutancką historię.
  4. “Sztuka planowania” Dominique Loreau – przeczytałam zaledwie 30 stron i już jestem zachwycona.
  5. “Warsztat pisarza” Dwight V. Swain – pozycja ciekawa, ale nie podoba mi się jej sposób wydania.
  6. “Middlesex” Jeffrey Eugenides – polowałam, polowałam i upolowałam w Matrasie za 15 zł.
  7. “W komnatach Wolff Hall” Hilary Mantel – autorka planuje wydać w tym roku kontynuację, więc warto zapoznać się z tomem pierwszym.
  8. “Światu nie mamy czego zazdrościć” Barbara Demick – podobnie jak w przypadku pozycji nr 1.
  9. “Wyspa Skarbów” R.. L. Stevenson – kolejna książka bookcrossingowa.

Powyższe książki kuszą, ale najpierw muszę zabrać się za te biblioteczne, bo wczoraj znowu wypożyczyłam kolejne, jakbym mało miała własnych tytułów do nadrobienia ;).

12.01.2012

Stosik i kilka informacji.

Mój ambitny plan aktualizowania bloga częściej nie wypalił. Pewne naglące zobowiązania skutecznie uniemożliwiły mi zajmowanie się blogiem, a spanie po dwie godzinny dziennie zniechęciło do czytania. Na szczęście, uporałam się już z niektórymi zadaniami i mogę wrócić do Wrót. Mam kilka rzeczy do powiedzenia, a jako że nie chcę wstawiać znowu tylko mojego pisania, na końcu zamieszczę ostatni stos książkowych zdobyczy.

Nie tak dawno temu wpadłam na pomysł stworzenia wyzwania czytelniczego, które by mnie zmotywowało do sięgnięcia po własne książki. Stwierdziłam, że podzielę się tym z innymi. W najśmielszych snach nie spodziewałam się takiego odzewu. Bardzo się cieszę, że tyle osób pragnie wraz ze mną odkurzyć swoje regały. Tylko jedna rzecz sprawiła mi chwilową przykrość – żadna moja recenzja nie cieszyła się takim powodzeniem jak to wyzwanie. Cóż, muszę postarać się jeszcze bardziej. A czytelników, którzy jeszcze tego nie zrobili, serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w wyzwaniu. W ciągu kilku dni powinna pojawić się osobna zakładka poświęcona tej akcji.

Jak zapewne zauważyliście, ja odkryłam to dopiero dziś, Google w końcu postanowiło wyjść na przeciw oczekiwaniom użytkowników Bloggera i nareszcie mamy możliwość bezpośredniego odpowiadania na komentarze. Funkcja ta zdecydowanie ułatwi możliwość komunikacji. Zaraz po zamieszczeniu tego wpisu pójdę ją przetestować.

Mój nowy szablon bardzo mnie irytuje. W założeniach miał być on klimatyczny i oddawać aktualną porę roku. Jak widać, zima w tym roku postanowiła nas ominąć, więc pewnie coś się tu zmieni i złamię swoje postanowienie wstawiając nowy motyw. Muszę jeszcze tylko zdecydować się na jakiś konkretny wzór, bo na wiosenne motywy jest jeszcze za szybko.

Decyzja numer dwa dotyczy zawartości bloga. Wyobraźnia odnosi się do tak wielu różnych dziedzin życia, więc od czasu do czasu będą pojawiać się na Wrotach wpisy nie związane z książkami. Nie martwcie się, literatura była, jest i będzie moją największą miłością, a WW są głównie poświęcone temu zagadnieniu.

07.01.2012

WDD: akcje czytelnicze [1]

Nadszedł Nowy Rok, więc jest to odpowiedni czas na wprowadzenie pewnych zmian. Na wielu blogach zaczęły pojawiać się zapowiedzi książkowe, które niezmiernie mi się podobają, bo ostatnio nie mam zbyt dużo czasu na śledzenie naszego rynku wydawniczego. Postanowiłam, że i na Wrotach pojawi się jakiś cykl. W tym celu odkurzam zapomnianą już przeze mnie dyskusję. Niestety, z powodu ograniczeń Bloggera, dyskusja jest tu raczej szumnym słowem. Ciekawe, kiedy Google wprowadzi możliwość bezpośredniego odpowiadania na komentarze? W związku z tym, będą to raczej moje luźne przemyślenia związane z konkretnym tematem. Jeśli chcecie się podzielić swoją opinią, to serdecznie zapraszam do pozostawienia komentarza, bądź też odnośnika do swojego wpisu. A co oznacza skrót WDD? Wrota Do Dyskusji – spodobała mi się ta nazwa i postanowiłam ją pozostawić. Kończę już ten przydługi wstęp i przechodzę do sedna.

Temat na dziś: akcje czytelnicze.

Nie wiem, jak Was, ale mnie niezmiernie irytują kolejne akcje zachęcające do czytania. Gdy widzę któreś już z kolei zaproszenie na Facebooku do przyłączenia się do jakiegoś projektu, to aż mnie odrzuca. I wcale tu nie przesadzam. Rozumiem, że sytuacja książki w Polsce wygląda niewesoło (nie wierzę aż tak bardzo w te statystyki – jest to jednak temat na osobną dyskusję) i powinno mi zależeć na zmienieniu tego wyniku. W końcu szkolę się na kierunku, którego istnienie jest uzależnione od popularności literatury. Lecz mimo wszystko i tak jestem przeciw organizowaniu tego typu happeningów.

Jeśli ktoś nie czyta, to nie zacznie tego robić, bo znana aktorka/znany aktor powie mu, że warto. Reklamy, ulotki, plakaty… Wszystko to wygląda pięknie, ale czy działa? Kliknięcie przycisku “Lubię to” nie boli, nie kosztuje i nie jest jednoznaczną deklaracją. Zrobię to, bo robią to znajomi, a książki i tak mam gdzieś. Poza tym, ta nachalność wręcz zniechęca. Podobnie miałam z wiadomościami – zbyt wielu polityków, więc pożegnałam się z tym źródłem informacji. Zastanawiam się, ile osób zniechęcono nakłaniając ich do czytania – w końcu jesteśmy gatunkiem lubiącym robić na przekór innym.

Więc w jaki sposób powinniśmy docierać do potencjalnych czytelników? Zabrzmi to banalnie, ale wszystko zależy od wychowania, od szkoły. Jeśli nie zaszczepi się małemu dziecku miłości do poznawania świata, do literatury, to później może być już trudniej. Oczywiście, istnieją wyjątki potwierdzające tę regułę, ale mogę się założyć, że osoby, które sięgnęły po książki w ostatnim czasie, nie zrobiły tego z powodu akcji czytelniczych. Kolejnym miejscem, w którym powinno się promować czytelnictwo są biblioteki. Lepiej skupić się na współpracy z nimi, niż tworzyć kolejne znaczki na FB.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Czy akcje czytelnicze są potrzebne? Czy działają? A może wręcz przeciwnie – szkodzą?